Nie trzeba znać się na winie, żeby je lubić, kupować i pić bez poczucia, że robimy coś nieprawidłowo. Wiedza może wzbogacić doświadczenie, ale nie jest przepustką do kieliszka. Jeżeli potrafisz stwierdzić, że dane wino Ci smakuje albo nie, masz już najważniejszą kompetencję potrzebną do jego oceny.
– Co wyczuwasz?
To pytanie potrafi zamienić całkiem przyjemny wieczór w niezapowiedziany egzamin ustny.
Jeszcze przed chwilą siedzieliśmy spokojnie przy stole. Było miło. Ktoś otworzył butelkę, nalał wino, rozmowa płynęła. A potem padło pytanie.
Co wyczuwasz?
No więc wyczuwam, że wszyscy patrzą.
Wyczuwam, że należy coś powiedzieć.
Wyczuwam także delikatną nutę paniki z wyraźnym finiszem kompleksów.
Podobno w winie są wiśnie, śliwki, skóra, wanilia, tytoń, mokry kamień i leśna ściółka. Ja natomiast czuję czerwone wino i coraz większą potrzebę zmiany tematu.
Czy to oznacza, że się nie znam?
Być może. Ale czy naprawdę jest to problem?
Nie znam się na winie. Czy mam oddać kieliszek?
Świat wina ma wyjątkową zdolność budowania atmosfery wtajemniczenia. Są szczepy, roczniki, regiony, apelacje, klasyfikacje, gleby, beczki i metody produkcji. Są kieliszki przeznaczone do konkretnych rodzajów wina oraz zasady określające, co z czym podawać.
Cała ta wiedza może być fascynująca. Naprawdę.
Problem polega na tym, że łatwo pomylić fascynację z obowiązkiem. Zaczynamy myśleć, że bez znajomości terminologii nie wypada nam mieć własnego zdania.
Jakby przed otwarciem butelki należało zdać test:
- wymienić pięć regionów Burgundii,
- odróżnić taniny od kwasowości,
- bez zająknięcia wymówić „Gewürztraminer”,
- wyjaśnić, dlaczego kieliszek ma taki, a nie inny kształt,
- oraz rozpoznać rocznik po samym odgłosie wyciąganego korka.
Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba.
Nie ma komisji. Nie ma punktów ujemnych. Nikt nie powinien odbierać nam prawa do wina tylko dlatego, że nie wiemy, z której strony doliny padało słońce na winogrona.
„Smakuje mi” nie jest prymitywną odpowiedzią
W rozmowach o winie zdanie „smakuje mi” bywa traktowane jak odpowiedź trochę zbyt prosta. Jakby należało natychmiast dodać coś o strukturze, mineralności i długim finiszu, żeby opinia nabrała powagi.
Tymczasem „smakuje mi” jest informacją bardzo konkretną.
Oznacza, że:
- chętnie napijemy się tego wina ponownie,
- jego smak sprawia nam przyjemność,
- pasuje do chwili, jedzenia albo nastroju,
- nie mamy potrzeby poprawiania go teorią.
Możemy oczywiście próbować opisać swoje odczucia dokładniej. Ale nie po to, żeby zaimponować ludziom przy stole. Robimy to po to, żeby następnym razem łatwiej znaleźć coś podobnego.
To zasadnicza różnica.
Wino nie wie, ile o nim wiesz
Butelka nie obrazi się, jeśli pomylisz szczep z regionem. Kieliszek nie pęknie z rozczarowania, gdy podasz czerwone wino odrobinę chłodniejsze, niż przewiduje podręcznik. Sommelier nie pojawi się nagle w drzwiach, gdy wybierzesz rosé do pizzy.
Wino naprawdę nie wie, ile o nim wiesz.
Nie wie też, ile kosztowało, gdy już znajdzie się w kieliszku. To my znamy cenę, etykietę, recenzje i opowieść producenta. Nasz smak reaguje natomiast na to, co faktycznie pijemy.
Dlatego może się zdarzyć, że wino kupione bez wielkich oczekiwań sprawi nam ogromną przyjemność, a prestiżowa butelka okaże się zwyczajnie nie w naszym stylu.
Nie świadczy to o braku gustu. Świadczy o posiadaniu własnego gustu.
Czy wypada kupić wino, bo ma ładną etykietę?
Oczywiście, że wypada.
Czy jest to niezawodna metoda wyboru? Nie. Ale przecież rekomendacja przypadkowej osoby z internetu również nie daje gwarancji.
Etykieta jest częścią produktu. Ma zwrócić uwagę, coś zasugerować, zbudować pierwsze wrażenie. Czasami właśnie oprawa sprawia, że sięgamy po szczep albo region, którego inaczej nigdy byśmy nie spróbowali.
Możemy więc wybrać wino, bo:
- ktoś je polecił,
- pasuje do planowanej potrawy,
- znamy producenta,
- lubimy dany szczep,
- mieści się w naszym budżecie,
- ma piękną etykietę,
- albo po prostu stoi na półce i wygląda obiecująco.
Każdy z tych powodów jest dopuszczalny. Najwyżej następnym razem wybierzemy inaczej.
Nie musisz czuć mokrego kamienia
Mokry kamień zrobił w świecie wina oszałamiającą karierę. Pojawia się w opisach tak często, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przed degustacją powinien wyjść po deszczu i powąchać chodnik.
Do zestawu dochodzą kreda, grafit, skóra, dym, siano, ściółka leśna, pudełko po cygarach i benzyna. Przy niektórych opisach można odnieść wrażenie, że wino powstało w garażu obok składu budowlanego.
Te określenia nie są jednak żartem ani dowodem zbiorowej fantazji degustatorów. Pomagają opisać skojarzenia wywoływane przez aromat. Tyle że nie każdy musi mieć dokładnie takie same skojarzenia.
Jedna osoba powie „czarna porzeczka”. Druga „ciemne owoce”. Trzecia stwierdzi, że wino pachnie intensywnie, ale nie potrafi powiedzieć czym.
Wszystkie trzy osoby mogą opisywać to samo wino zgodnie z własnym doświadczeniem.
A jeżeli nie czujesz mokrego kamienia, możliwe, że kamień zwyczajnie nie miał dziś ochoty się pojawić.
Najbardziej użyteczna wiedza o winie jest bardzo prosta
Nie musisz zaczynać od mapy francuskich apelacji. Najpierw dobrze jest ustalić kilka rzeczy o sobie.
Czy częściej smakują Ci wina białe, czerwone czy różowe? Czy lubisz wytrawność, czy wolisz delikatną słodycz? Czy przeszkadza Ci cierpkość? Czy szukasz czegoś lekkiego, czy raczej intensywnego? Czy wino ma towarzyszyć jedzeniu, czy wieczorowi na kanapie?
To nie są pytania dla początkujących. To są podstawowe pytania dla każdego, kto chce wybrać wino dopasowane do sytuacji.
Ktoś może znać setki szczepów i nadal zamówić wino, które nie pasuje do jego aktualnej ochoty. Ktoś inny może nie znać żadnego, ale powiedzieć:
– Chcę białe, lekkie, wytrawne, ale niezbyt kwaśne.
I wyjść ze sklepu z dokładnie tym, czego potrzebował.
Jak zacząć „znać się na winie” bez napinania się?
Najprościej: pić uważnie, ale bez przesady.
Nie chodzi o to, aby każdą lampkę zmieniać w profesjonalną degustację. Wystarczy od czasu do czasu zatrzymać się na chwilę i zadać sobie kilka pytań:
- Czy to wino mi smakuje?
- Czy jest dla mnie lekkie, czy ciężkie?
- Czy wydaje się bardziej kwaśne, słodkie, owocowe czy cierpkie?
- Czy wypiłabym je ponownie?
- Do jakiej sytuacji by pasowało?
Można zrobić zdjęcie etykiety. Można zapisać jedno zdanie w telefonie. Nie trzeba zakładać arkusza kalkulacyjnego, chyba że ktoś akurat bardzo lubi arkusze kalkulacyjne. Wtedy oczywiście nie będziemy odbierać mu tej radości.
Po kilku lub kilkunastu butelkach zaczną pojawiać się prawidłowości. Okaże się, że szczególnie często lubimy określony szczep, kraj, poziom wytrawności albo styl.
I nagle, niemal niezauważalnie, zaczniemy się trochę znać na winie.
Ekspert też kiedyś nie wiedział, co czuje
Każda osoba, która dziś swobodnie opowiada o winie, kiedyś próbowała go po raz pierwszy. Nie urodziła się ze znajomością terroir, tanin i fermentacji malolaktycznej.
Wiedza przychodzi z czasem. Przez próbowanie, czytanie, rozmowy i porównywanie różnych butelek. Nie pojawia się natomiast od udawania, że rozumiemy więcej, niż naprawdę rozumiemy.
Najbardziej irytujący nie jest człowiek, który nie zna się na winie. Najbardziej męczący jest człowiek, który zamienia wspólne picie wina w pokaz własnej przewagi.
Prawdziwa wiedza zwykle działa odwrotnie. Pomaga wytłumaczyć coś prostym językiem, podpowiedzieć bez oceniania i znaleźć wino odpowiednie dla konkretnej osoby, a nie najbardziej imponujące na papierze.
Możesz lubić półsłodkie. Świat się nie skończy
Wśród osób interesujących się winem szczególnie łatwo natknąć się na hierarchię gustów. Wytrawne bywa uznawane za bardziej dojrzałe, ambitne i właściwe. Słodsze style czasem traktuje się jak etap, z którego należy wyrosnąć.
Tymczasem ludzie mają różną wrażliwość na kwasowość, cierpkość, alkohol oraz cukier. Lubią też różne smaki. Nie każdy musi dojść do tego samego miejsca.
Możesz lubić wino półwytrawne. Możesz wybierać różowe. Możesz nie przepadać za ciężkimi czerwonymi winami. Możesz pić białe wino przez cały rok, a nie tylko latem.
Nie jesteś projektem edukacyjnym wymagającym naprawy.
Gust może się zmieniać, ale nie musi być poprawiany pod presją otoczenia.
Najlepsze wino? To zależy
Pytanie o najlepsze wino jest trochę jak pytanie o najlepszą piosenkę. Inną wybierzemy na wesele, inną na spokojny wieczór, inną do samochodu, a jeszcze inną, kiedy chcemy dramatycznie patrzeć przez okno podczas deszczu.
Z winem jest podobnie.
Najlepsze może być to, które:
- pasuje do obiadu,
- dobrze smakuje wszystkim przy stole,
- przypomina nam wakacje,
- mieści się w budżecie,
- otworzyliśmy bez szczególnej okazji,
- albo piliśmy z kimś, z kim nawet przeciętne wino smakuje znakomicie.
Kontekst ma znaczenie. Nastrój ma znaczenie. Towarzystwo ma znaczenie. To, czy ktoś przy stole poprawnie rozpoznał nutę grafitu, ma zazwyczaj znaczenie znacznie mniejsze.
Nie musisz być znawcą. Wystarczy, że jesteś ciekawa
Nieznajomość wina nie jest powodem do kompleksów. Może być początkiem bardzo przyjemnego odkrywania.
Możesz pytać. Możesz nie wiedzieć. Możesz pomylić nazwę szczepu. Możesz nie wyczuć niczego poza winogronami. Możesz wybrać butelkę z piękną etykietą, a potem uznać, że zawartość była mniej zachwycająca niż projekt graficzny.
Wszystko to jest częścią doświadczenia.
Nie musisz także zostać ekspertką. Nie każda przyjemność musi zamienić się w specjalizację, certyfikat i nową ścieżkę kariery.
Czasem kieliszek wina jest po prostu kieliszkiem wina.
I można wypić go bez egzaminu, bez stresu oraz bez konieczności odnalezienia mokrego kamienia.
Najważniejsza wiedza o winie mieści się w dwóch zdaniach: „smakuje mi” i „nie smakuje mi”. Cała reszta może przyjść później — ale wcale nie musi.
FAQ – nie znam się na winie
Czy trzeba znać się na winie, żeby je dobrze wybrać?
Nie. Wystarczy umieć opisać swoje podstawowe preferencje: kolor wina, poziom wytrawności, lekkość, intensywność i ewentualne przeznaczenie do posiłku. Specjalistyczna wiedza może pomóc, ale nie jest konieczna.
Co odpowiedzieć, gdy ktoś pyta, jakie aromaty czuję w winie?
Najlepiej odpowiedzieć zgodnie z własnym odczuciem. Można powiedzieć, że wino wydaje się owocowe, świeże, intensywne albo że trudno rozpoznać konkretny aromat. Nie istnieje obowiązek wskazania dokładnie tych samych nut, które wymieniono w opisie.
Czy można wybierać wino po etykiecie?
Można. Etykieta nie gwarantuje, że zawartość przypadnie nam do gustu, ale może zachęcić do poznania nowego producenta, regionu lub szczepu. Nie jest to mniej dopuszczalny punkt wyjścia niż przypadkowa rekomendacja.
Czy lubienie win półsłodkich świadczy o braku wiedzy?
Nie. Preferowany poziom słodyczy jest kwestią indywidualnego gustu. Wiedza o winie nie nakłada obowiązku wybierania wyłącznie win wytrawnych.
Jak nauczyć się rozpoznawać, jakie wino lubię?
Warto próbować różnych win, robić zdjęcia etykiet i zapisywać krótkie wrażenia. Z czasem można zauważyć, które kolory, szczepy, kraje, style i poziomy wytrawności powtarzają się wśród ulubionych butelek.
Czy drogie wino powinno smakować bardziej niż tanie?
Nie. Cena może odzwierciedlać sposób produkcji, pochodzenie, renomę i rzadkość wina, ale indywidualna przyjemność ze smaku pozostaje subiektywna.